Białowieża zdjęcia polski euro 2012 narkotyki Protezy zębowe KebabWiadomości - Kosmiczna Kapadocja - Stoisko
2008-01-18
Sklepik
Ciekawostki
Kosmiczna Kapadocja
Wyjazd do Kapadocji przypomina wyprawę na księżyc!
To jedno z takich miejsc na ziemi, gdzie czujesz, jakbyś nieoczekiwanie się znalazł w
scenografii do filmu science fiction.
Najprzód wulkany ukształtowały unikatowy w swoim rodzaju, nieziemski pejzaż
tego regionu, a potem liczne zamieszkujące tu ludy zmieniły go w jeszcze
w wyższym stopniu urojony.
Kapadocja leży w samym sercu Turcji i jest bez wątpienia jedną z
największych atrakcji turystycznych tego kraju. Do Kapadocji wybraliśmy się
czteroosobową grupą, docierając rozklekotanym, tureckim autobusem do Göreme,
od którego najlepiej zacząć zwiedzanie tej krainy.
Turcja, Kapadocja, Goreme, fot. Getty Images/FPM
Skalne wieżowce
Göreme wyglądałoby jak typowe polskie sadyba - dajmy na to Ursynów, jeżeli
nie fakt, że owe "wieżowce" wykute zostały w skałach, i to jakieś tysiąc do
dwóch tysięcy lat temu! Jesteśmy na terenie wulkanicznym i to właśnie wulkan
sprawił, że cała sąsiedztwo pokryta jest skałą osadową, zwaną tufem. W Polsce
taki tuf znaleźć można na niewielkich obszarach w Sudetach i w okolicach
Krakowa. Tutaj tuf występuje wzdłuż i wszerz dookoła!
Tuf jest nadzwyczaj miękki, co sprawia, że wystawiony na działanie przez tysiące lat działaniu
wody i wiatru łatwo dał się wymodelować. Właśnie wobec tego okoliczne skały
mają wymyślne kształty. Gdziekolwiek nie spojrzysz, widzisz różnej wielkości
kamienne grzyby o przedziwnych kapeluszach. Wykorzystując miękkość tych
skał, ludzie zaczęli drążyć w nich korytarze i okna, i tak właśnie powstały
te dziwne budowle. Teraz miasto jest niemal wymarłe, choć ludzie mieszkali
tu jeszcze ponoć niespełna sto lat temu.
Przechadzając się ulicami tego magicznego miasta, trafiamy nieoczekiwanie na
"twardy hotel". Można tu zegnać noc i zwietrzyć się jak prawdziwi
Flinstonowie. My jednak dajemy się skusić tylko na herbatę na szóstym
piętrze, którą popijamy leżąc na miękkich, tureckich dywanach.
Kraj kościołów
Kotlina Göreme to jedno wielkie muzeum, w którym niektóre "eksponaty" liczą
sobie tysiąc lat. Za czasów bizantyjskich Kapadocję zamieszkiwali
chrześcijanie, którzy wykorzystując miękkość tutejszych skał drążyli w nich
kościoły. Najsłynniejsze z nich powstały mniej więcej wtedy, kiedy Mieszko I
przyjmował chrzest. Do w dzisiejszych czasach robią niezwykłe wrażenie.
Wchodzisz do skalnej jamy, a tam zobaczyć możesz to, co w typowym kościele:
kolumny, nawy, ołtarz, prezbiterium - tyle tylko, że wszystko to wykute jest
w skale. Ich ściany pokrywają wielokolorowe freski, w większości
nadszarpnięte zębem czasu. Znajdują się na nich sceny z Nowego Testamentu:
ostatnia wieczerza, ewangeliści, pocałunek Judasza, ukrzyżowanie. Najlepiej
zachowane i najpiękniejsze freski zobaczyć można w tak zwanym "Ciemnym
kościele", gdzie nie docierało światło słoneczne, ze względu czemu zachowały one
do obecnie swoje żywe barwy. Można godzinami wędrować od jednego skalnego
kościoła do drugiego, by podziwiać kunszt ich budowniczych.
Podziemne miasta
W trakcie licznych wojen, które toczyły się na terenie Kapadocji, mieszkańcy
chroniła się w wielopoziomowych, podziemnych miastach. Niektórzy archeolodzy
uważają, że budowę tych zamiast rozpoczęto nawet 4000 lat temu. Miejscowa
ludność, mieszkająca prawidłowo na powierzchni, w czasie wojen chroniła się
pod ziemię nawet na parę miesięcy.
Kolejnym telepiącym się autobusem jedziemy więc do Derinkuyu, by zobaczyć
jedno z takich podziemnych w zastępstwie. Robi ono wrażenie ogromnego kawałka
szwajcarskiego sera: wzdłuż i wszerz widać otwory, "okna" pośrodku pokojami i
korytarze, biegnące w różnych kierunkach. Ten podziemny labirynt ciągnie
się na czwórka piętra w dół. Bez strzałek i oświetlenia elektrycznego łatwo
byłoby tu zabłądzić. Jest tu jeszcze fajniej niż w Wieliczce.
Literalnie na każdym kroku spotyka się tu ślady dawnych mieszkańców:
zbiorniki na oliwę, wino i wodę, przyczernione dymem kuchnie, studnie, a
nawet stajnie. Istnieje legenda, że jeden z tuneli łączy Derinkuyu z
podobnym podziemnym miastem, oddalonym o 10 kilometrów Kaymakli. Do obecnie
pies z kulawą nogą go jednak nie znalazł.
Nocleg
Noc spędzamy w pobliskiej wiosce. Przeważnie turyści przyjeżdżają tu
gromadnie na zorganizowane wycieczki. Tymczasem my chcieliśmy wszystko
zobaczyć sami i po swojemu. Pytamy o hotel. - Pokażę wam – odpowiada
zaczepiony niestary Turek. Idziemy z nim przez wioskę. W miarę posuwania się
towarzyszy nam jeszcze większa rój dzieciaków: właściwie to dziwne, że jest
ich tutaj aż tyle. W wielkim pośpiechu orientujemy się, że jesteśmy dla nich
"turystyczną atrakcją". Hotel jest, ale zamknięty. Nasz znajomy Turek puka
do sąsiednich drzwi i po chwili wychodzi poniekąd zdziwiony właściciel. Okazuje
się, że jesteśmy jedynymi turystami w hotelu, a ostatni byli tu dwa tygodnie
temu. Właściciel jest niesłychanie miły i raczy nas herbatą. Rano ruszamy dalej,
żegnani przez mieszkańców wioski, którzy machają do nas tak, jakbyśmy byli
ich starymi znajomymi.
Zielona oaza
Stamtąd jedziemy do doliny Ihlary, która robi wrażenie już z daleka:
jedziesz sobie pustynnym płaskowyżem, aż tu nieoczekiwanie wyłania się wielka pipidówka
w ziemi, długa na nieco kilometrów i głęboka na z okładem kilometr. Takie
"dziury" widziałem przedtem tylko w katastroficznych filmach. Z dołu wygląda to
jak Wielki Kanion.
Przez wnętrze doliny płynie rzeka, najwidoczniej to ona zamieniła tę
"rozpadlinę" w przepiękną, zieloną oazę. W jaskiniach, których tutaj pełno,
kryją się jeszcze starsze i jeszcze z większym natężeniem niezwykłe kościoły niż w
Göreme. Opuszczamy Kapadocję raczej "odświeżeni duchowo", oczarowani
przyrodą i magią tej krainy. Jedziemy w stronę Konii, zwanej turecką
Częstochową. Tam można, na przykład, zobaczyć na żywo taniec derwiszów,
tureckich mnichów, którzy w swoim transie potrafią przez jakąś godzinę
namieszać się wokół własnej osi... Ale to już zupełnie inna historia.
« 1/1 »
« powrot
Copyright 1996-2008 Siatka Onet.pl SA