domki narzędziowe Białowieża Zakłady bukmacherskie promocje dzień dobry tvn

Wiadomości - Nie chodzi tylko o płace - Stragan

2008-01-18  
Sklepik
Kraj
Nie chodzi tylko o płace
Nauczyciele weto minister Hol
W sporze nauczycieli z rządem nie chodzi tylko o podwyżki płac, choć one są
kluczowe dla każdego pedagoga zarabiającego ok. tysiąca zł na rękę. Chodzi o
coś więcej - o model polityki edukacyjnej państwa.
Spór toczy się o to, czy polska oświata będzie nadal oparta na szkołach
publicznych, w miarę egalitarna, dostępna dla każdego ucznia bez względu na
to, czy jest dzieckiem górnika z Budryka, czy profesora Uniwersytetu
Warszawskiego, bankiera, czy też bezrobotnego. Taka na pewno nie będzie, jeżeli
minister edukacji Katarzyna Hol ku uciesze "Prasa Wyborczej'' wprowadzi
ustrój kapitalistyczny do szkół. Bo ustrój kapitalistyczny ma to do siebie, że rodzi przepaść pomiędzy
biednymi i bogatymi. Tak też się stanie w skapitalizowanej oświacie -
zarysuje się pikantny proporcja na świetnie kształcące szkoły dla elit i
pozostałe dla - jak mawiał prezes rady ministrów Kaczyński - "hołoty''.
Pierwszym krokiem do zliberalizowania i urynkowienia oświaty jest pomysł
likwidacji Karty Nauczyciela, o którym minister Hol mówi już otwarcie.
Przyklaskuje temu "Gazeta Wyborcza''. Red. Piotr Pacewicz obruszał się
ostatnio, że rząd Tuska nie walczy dosyć przenikliwie z tym, co w największym stopniu
chore w polskiej szkole, czyli "socjalistyczne''. Przejawem "socjalizmu''
jest - według "GW'' - właśnie obowiązywanie Karty Nauczyciela. Bo karta
ujmuje w sztywne ramy warunki pracy i płacy nauczycieli. Określa np. pensum
18 godzin zajęć, które musi tygodniowo przepracować pedagog.
I słychać od razu głosy, że nic dziwnego, że w tej oświacie jest tak źle,
skoro nauczyciele tak nieco pracują. Po likwidacji karty będą mogli wykonywać pracę
więcej, to i zarobią lepiej. To oczywiście bzdura, bo produkcja nauczyciela nie
ogranicza się do wykonania 18-godzinnego pensum. Jeżeli do tego doliczyć epoka
święty na przygotowanie zajęć, na poprawienie zeszytów, na ocenianie
uczniów, na dokształcanie się, to się okaże, że nauczyciele pracują o wiele
ciężej niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Oprócz tego, oprócz pensum
biorą nadgodziny.
Z tym "socjalizmem'' w szkole to oczywiście duża przesada. Po AWS-owskich
reformach w oświacie wzrósł proporcja na szkoły biedne (w biednych gminach) i
bogate (w bogatych miastach), zmniejszyły się też możliwości wyrównywania
szans edukacyjnych uczniów. Jednak wolę ten "socjalizm'' od kapitalizmu
Hol. Wiadomo, że likwidacja Karty Nauczyciela ma sprawić, że płace
nauczycielskie będą modelować samorządy, a w praktyce sektor. Pogłębi się
proporcja na edukacyjną Polskę "A'' i "B''.
Ale nie tylko, również w wielkich miastach szkoły w "gorszych'' robotniczych
dzielnicach będą jeszcze z większym natężeniem odstawać od tych w "lepszych'' dzielnicach
elit. Gdy Hol już urynkowi pensje nauczycielskie - na czym pewnie detal
tego środowiska zyska - kolejnym logicznym krokiem wydaje się być
urynkowienie całego systemu finansowania oświaty, czyli wprowadzenie tzw.
bonu oświatowego. A jeszcze kolejnym powierzenie szkołom prywatnym i
społecznym zadań obecnej publicznej oświaty, czyli faktyczna przekształcenia własnościowe
edukacji. I będziemy mieli pełnokrwisty kapitalizm, nieskażony chorobliwymi
socjalistycznymi naleciałościami.
W tym planie nie ma nic zaskakującego. Każdy z osobna liberał, czy reakcjonista
uznaje istnienie nierówności społecznych za coś naturalnego, a nawet
pożytecznego. Z jakiego powodu więc system edukacji nie miałby pielęgnować podziału
społeczeństwa na oświecone elity, które mają rządzić i napełniać się
bogactwem, oraz pozostałych, którzy mają tylko wykonywać pracę i konsumować? W
każdym razie na naszych oczach zaczyna się liberalna rewolucja w oświacie.
Kto ją prześpi, ten może pobudzać się znowu w Polsce Janków Muzykantów. Wtedy
już będzie za późno.
* * *
Ulicami Warszawy przejdzie w dzisiejszych czasach 10-tysięczna marsz Związku
Nauczycielstwa Polskiego. Manifestanci - jak zapowiedział prezes ZNP
Sławomir Broniarz - będą domagać się podwyżek 600 zł brutto dla nauczycieli
stażystów oraz 1100 zł dla nauczycieli dyplomowanych.
Ministerstwo Edukacji zaproponowało o wiele niższe podwyżki, w zasadzie
symboliczne - od 185 do 200 zł. Według ZNP, godzien wzrost płac w oświacie to
wzrost o 50 proc. Jak dodaje Broniarz, nauczyciele sprzeciwiają się też
pomysłom MEN większego zdecentralizowania oświaty oraz zapowiedziom
likwidacji Karty Nauczyciela.
Zapytaliśmy nauczycieli, co sądzą o podwyżkach, jakie oferuje im rząd i jak
komentują zapowiedź zniesienia Karty Nauczyciela.
URSZULA WOŹNIAK z Warszawy, nauczycielka z 27-letnim stażem:
Na samym dnie
Te podwyżki nie zmieniają usytuowania nauczycieli, nadal jesteśmy na samym
dnie. Młodzi nauczyciele mają tylko gołą pensję, nie mają żadnych dodatków -
stażowego, stażyści nie dostają też motywacyjnego co najmniej przez pół
roku. Mam zrealizowany transparent na manifestację: "Przed wyborami najdroższy jest
wyborca, po wyborach drożeje wszystko inne''. Popieram też plany strajku,
nie jednodniowego, ale strajku aż do odwołania, aż uzyskamy swoje. Jestem za
utrzymaniem karty, choć jest w niej więcej obowiązków dla nauczyciela niż
przywilejów. To ABC naszego zawodu. A pani minister nastawiła się na
wprowadzanie bonu edukacyjnego i rozwijanie szkolnictwa niepublicznego.
Wtedy rzeczywiście okaże się, że karta nie jest potrzebna.
TOMASZ KORCZAK, prezes oddziału ZNP w Radomiu, niemal 25 lat stażu:
Sektor nie wystarczy
Jadę do Warszawy, żeby zademonstrować swoje niezadowolenie i przewidywanie na
realizację obietnic wyborczych dotyczących znaczących podwyżek w oświacie.
Następną formą protestu może być strajk. Możemy strajkować dotąd, aż
zostaniemy wysłuchani. Karta Nauczyciela na pewno jest potrzebna. Jej
odebranie pogłębi poczucie niepewności i zagrożenia w środowisku
nauczycieli. Projekt pani minister odbieram niezwykle negatywnie. Wynagrodzenie
nauczycieli powinno regulować państwo, jest to ustrojowy obowiązek. Nie
można wierzyć rynkowi odpowiedzialności za zrównoważony edukacji i w sumie za
równy życia w następnych latach w Polsce. Ta odpowiedzialność spoczywa na
rządzących.
IWONA ZAŁUCKA, działaczka ZNP z Sosnowca, nauczycielka z 15-letnim stażem:
Kraniec
Oczekiwaliśmy rozmów z panią minister i 50-proc. podwyżki. Zdajemy sobie
sprawę, że w jednym roku to nie jest możliwe, ale można było wytyczyć je
np. na dwa lata. Nasza okazywanie jest zapowiedzią, sygnałem, że
środowisko jest zdesperowane, zdolne do wielu dalszych działań. Mam połączenie
w terenie, czuję nastroje ludzi. Całkowicie nie zgadzam się, że Karta
Nauczyciela to staroświecki dowód. To zestaw praw i obowiązków i nie tylko
chroni nauczycieli, ale też zawiera rozwiązania pozwalające nauczyciela
zwolnić, gdy się nie sprawdza. Minister Hol widzi w karcie tylko
przywileje, wyczytała to, co chce wyczytać.
HANNA BIENIEK z Piotrkowa Tryb., nauczycielka w podstawówce i zespole szkół
ponadgimnazjalnych:
Potem strajk
Propozycje MEN są śmieszne. Podwyżki są brutto, a o tym pies z kulawą nogą nie pisze. Po
odliczeniu wszystkich zobowiązań, ZUS-ów i podatków to może zostaje
stażyście 80 zł na rękę. Środowisko nauczycielskie jest już tak
zdeterminowane, że na głos mówi się o strajku w czasie matur. A karta to
jedyna rzecz, na której opiera się cała nasza produkcja. Likwidowanie jej
planują rządy, jak pamiętam, od jakichś 20 lat. Nie wiem, według jakich
zasad bylibyśmy zatrudniani, pod warunkiem zlikwiduje się kartę. Równie dobrze
szkoły można przekształcić w fabryki i zatrudniać nauczycieli na era od
8.00 do 15.00.
« 1/1 »
« powrot
Copyright 1996-2008 Klika Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

Późniejszy piłkarz pył napad serca
The Rolling Stones sprzedają prawa do płyt?
Ściągnij remiks Zagmadfany'ego
Robert Plant słucha współczesnej muzyki rockowej
Van den Spiegel wraca do CSKA Moskwa