Białowieża komplety wypoczynkowe katalog branżowy Zakłady bukmacherskie zdjęcia polski

Wiadomości - Kibuce XXI wieku - Stoisko

2008-01-18  
Stoisko
Świat
Kibuce XXI wieku
Czy myśl kibucu umiera?
To wciąż komuny, ale ich mieszkańcy nie chcą dłużej poświęcać się dla idei:
wolą zasługiwać stosownie do włożonego wysiłku i sami wychowywać swoje dzieci.
Z wysokości zbiornika, który zaopatruje kibuc w wodę, Dov Kalay widzi
zatopioną w słońcu pustynię Negew. – Nasz kibuc to oaza – mówi z dumą. U
jego stóp rozciąga się Mashabei Sadeh: jednorodzinne domki o czerwonych
dachach, wysadzane drzewami ulice, kompleks sportowy, zoo, parki pełne
wilgotnej zieleni. A wokół spalony bezkres Negewu.
Pustynia Negew,
Wiele się zmieniło, odkąd Dov i jego żona Zehava przyjechali tu w 1965 roku,
a każde z nich przywiozło swoje właśnie skończone dwadzieścia jeden lat i
walizki pełne wielkich ideałów. Teraz Mashabei Sadeh z większym natężeniem przypomina
osiedla emerytów na Florydzie niż samowystarczalną komunę rolniczą – kibuc
tak nadzwyczaj fascynujący niegdyś Zmrok. Zaledwie dziesięcioro z 200
dorosłych mieszkańców tej osady pracuje w polu bądź przy zwierzętach.
Przeszło środek dochodów pochodzi z fabryki zaworów do specjalistycznych
urządzeń, obsługującej pomiędzy innymi klientów z Wielkiej Brytanii, Niemiec
czy Szwajcarii. Drugim źródłem dochodów mieszkańców jest dysponujący 82
pokojami hotel: sielski pejzaż przyciąga gości przez nieuszkodzony rok.
Mashabei Sadeh nie jest jedynym przypadkiem tego rodzaju. Izraelskie kibuce,
a jest ich niemal 300, sukcesywnie porzucały socjalistyczne zasady stojące u
ich początków. Na przypadek już od przeszło dwudziestu lat dzieci w Mashabei
Sadeh nie mieszkają oddzielnie, lecz z rodzicami. Domek dla niemowląt (gdzie
niegdyś zawożono je równo ze szpitala) jest w remoncie, w przyszłości
nieść się tu będzie muzeum kibucu. Od pewnego czasu mieszkańcy osady
płacą za prąd i wodę, a także za jedzenie w stołówce – by uniknąć
marnotrawstwa.
Ale teraz gra toczy się o coś więcej niż zwykłe kosmetyczne poprawki.
Sześćdziesiąt lat po założeniu Mashabei Sadeh jego mieszkańcy dyskutują, czy
śladem innych kibuców zapewnić sobie przetrwanie wkraczając na drogę
prywatyzacji, choć oznacza to zdradę zasad założycielskich tej społeczności.
Średnia wieku wynosi około pięćdziesięciu lat i sprawa sądowa starzenia się
społeczności kibucu martwi tutejszych seniorów. Choć mocno pracowali przez
całe życie, teraz nie mają emerytur ani też własności gwarantującej im
jakieś środki utrzymania. – Potrzebujemy młodych, żeby przetrwać; im jednak takie
życie nie odpowiada – mówi Zehava, której czworo dzieci opuściło kibuc.
Pragnąc zaprosić ludzi do przyjazdu, osada rozpoczęła budowę kompleksu
mieszkaniowego. Nabywcy nie muszą od razu przystępować do kibucu, mogą za
pewną opłatą wykorzystywać z dobrodziejstw jego systemu opieki zdrowotnej i
oświaty. Sugestia jest atrakcyjna z oczywistych powodów: usługi medyczne i
edukacyjne na wysokim poziomie, z dala od niebezpieczeństw życia w mieście,
w otoczeniu przyrody i za właściwie przystępną cenę. Eksperyment okazał się
względnie rentowny dla innych kibuców, w których wzrosła numer
mieszkańców.
Teraz w Mashabei Sadeh omawia się także przymus wprowadzenia pensji
proporcjonalnych do wkładu gospodarczego. Do tej pory wynagrodzenia
wszystkich członków lokowane uprzedni na wspólnym koncie; każdemu wydawano tyle
pieniędzy, ile w danej chwili potrzebował. Wszystkie zyski wcześniejszy inwestowane.
Niesłychanie piękna idea, ale niestety nie zdała egzaminu. Nie wszyscy chcą się
wysilać bez perspektywy stosownego wynagrodzenia i kończy się na tym, że
„są tacy, co pracują za całą resztę” – mówi nam Zehava. – Wszystko się
zmieniło – dodaje Dov. – Przedtem zamieszkiwać w kibucu to była misja, a
poświęcenie było dla nas ważniejsze od rzeczy materialnych. Obecnie ten
wartość zaginął, wygrał indywidualizm. Toteż trzeba uregulować się do
współczesności.
W lutym kibuc Degania, najstarszy w Izraelu, podjął na zgromadzeniu członków
decyzję o wypłacie pensji. W Mashabei Sadeh takie rozwiązanie zyskuje jeszcze
więcej zwolenników, jednak krok tej rangi wymaga większości absolutnej. Dla
Dova sprawa jest prosta. – Nie ma alternatywy – mówi. – Nowe zasady czy też
śmierć.
Czy jednak tak radykalne zmiany nie odbiorą kibucom tożsamości i nie
przemienią ich w zwykłe osiedla mieszkalne? – Nadal pozostajemy wspólnotą;
społecznością, która podejmuje decyzje na zgromadzeniu i wspólnie korzysta z
osiągnięć wszystkich. I to jest najważniejsze – mówi Zehava. A Dov dodaje z
naciskiem: – Zawsze, kiedy wprowadzamy zmiany, ludzie od razu krzyczą: „To
już ostateczność kibuców!”. A prawdziwość jest taka, że nadal tutaj jesteśmy.
« 1/1 »
« powrot
Copyright 1996-2008 Siatka Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

ME: media o falstarcie Polaków
Słowacja: prezes rady ministrów Fico przeciwny tarczy antyrakietowej
Jubileuszowy model Elvisa Costello
"PO idzie dokładnie tak tą samą drogą, co PiS"
Szkocki klub liczy na polskich kibiców