hurtownia odzieży damskiej wrzuta ranking lokat biżuteria modułowa pokoje Zakopane Szymoszkowa

Wiadomości - Kiedy umiera psyche... - Sklepik

2008-01-21  
Punkt sprzedaży
Szkolnictwo
Kiedy umiera psyche...
Zdarza się, że ludzie dokładnie zdrowi i w pełni sił nieoczekiwanie odchodzą, gdy
tracą nadzieję, ukochaną osobę bądź życiowy cel
Medycyna nie potrafi wyjaśnić tego zjawiska.
Nawet śmierć nie była w stanie ich rozdzielić. W Syrii tego samego dnia
zmarło naturalną śmiercią dwójka sędziwych małżonków. Para pochodziła z małej
wioski w prowincji Idlib, byli małżeństwem od 70 lat. Kiedy odeszła
90-letnia żona, nie minęły 24 godziny, a w jej ślady poszedł 95-letni
mąż. Zmarł podczas przygotowań do pogrzebu. Dziadków opłakiwało 66
wnuków.
Fot. Getty Images/FPM
Po prostu nie chciał dłużej żyć – stwierdzili, jak w wielu podobnych
przypadkach, krewni, sąsiedzi i przyjaciele, choć uniwersalnie wiadomo, że w
żadnym akcie zgonu jako przyczyna nie figuruje "złamane serce". Ten fenomen
lekarze określają jako "nagłą śmiercią sercową" i nie umieją go wyjaśnić.
Ludzie w szeregu przypadków umierają w osobliwych okolicznościach, niespodziewanie i bez określonej
przyczyny, nie bacząc na że w życiu nie cierpieli na serce. – Tego rodzaju zgony mają
podłoże duchowe – stwierdza zuryski psychoterapeuta i fizyk Gary Bruno
Schmid. Przed kilkoma laty opublikował książkę poświęconą zjawisku umierania
psychogennego, "śmierci wywołanej siłą wyobraźni".
Władza duszy nad życiem
Przyczynkiem do badań ówczesny jego własne, bolesne doświadczenia. 66-letni
papa Schmida zmarł tuż po przejściu na emeryturę. – Był pełen energii i
optymizmu – wspomina psychoterapeuta. – Odszedł nagle, w środku nocy.
Lekarz pokojowy zdiagnozował "nagłą śmierć sercową", a Schmid nie mógł się
nadziwić, "jak beztrosko podszedł do wystawienia akt zgonu". On sam uważa,
że ojcu wraz z brakiem zawodowego celu zabrakło także woli życia. Od tamtej
pory poświęcił się dokumentowaniu podobnych przypadków.
– Od czasu do czasu zdarza się, że umierają nieoczekiwanie osoby w kwiecie wieku,
cieszące się doskonałym zdrowiem – mówi Wolfgang Eisenmenger, przełożony
katedry medycyny sądowej na Uniwersytecie w Monachium. Patolodzy nie
znaleźli wytłumaczenia w 10 procentach tego rodzaju przypadków. Jak u matki
w średnim wieku, której syn wbił nóż w udo. – Choć rana nie była głęboka,
pastuch świń zmarła jeszcze w karetce – opowiada Eisenmenger.
Podobną bezradność prezentują lekarze w przypadku braci bliźniaków Williama
i Johna Bloomfieldów. W maju 1996 roku siedzieli razem w restauracji i nieoczekiwanie
jeden z 61-latków osunął się nieżywy na podłogę. Kiedy goście ruszyli mu na
pomoc, nie minęły dwie minuty, a i drugi z braci wydał ostatnie tchnienie.
W tego typu przypadkach nawet sekcja zwłok, przeprowadzona według wszelkich
prawideł patologii, nie potrafi wykazać przyczyny zgonu. W mózgu nie
odnotowuje się żadnych zmian, także serce czy płuca nie dają najmniejszego
wyjaśnienia, z jakiego powodu ci ludzie musieli umrzeć. W najwyższym stopniu prawdopodobna
wydaje się śmierć o podłożu duchowym. Horst Kächele, naczelnik katedry
psychosomatyki na Uniwersytecie w Ulm opowiada, że Freud nazwał to "popędem
śmierci".
Wbrew bezowocnych poszukiwań nie wszyscy lekarze sądowi i patolodzy skłonni
są zaaprobować władzę duszy nad życiem. Na siłę szukają przyczyn o podłożu
fizjologicznym i najczęściej przypisują je sercu. Kolejne adnotacje
pojawiające się w aktach zgonów ludzi zmarłych w niejasnych okolicznościach
to zator płuc, zatrzymanie krążenia czy "przyczyna nieznana". Pewne pytanie
wykazało, że wśród wdowców po 54. roku życia przez pierwsze danie pół roku od
śmierci żony umieralność była o 40 procent wyższa niż u reszty społeczeństwa
w tym samym wieku.
Od setek lat antropolodzy i etnolodzy znają potęgę duszy. Wiedzą, że zdrowi
ludzie mogą umrzeć, o ile głęboko wierzą, że tak się stanie. Nadchodzi
śmierć, bo na przypadek naruszyli obowiązujące tabu.
Nadszedł epoka
Etnograf N. S. Yawger donosił w 1936 roku o jednej z wysp na południowym
Pacyfiku, na której "umierali zdrowi, młodzi tubylcy". Wystarczyło im
powiedzieć, że kapłan voodoo uformował ich podobiznę, przekuł ostrym
patykiem i stopił w ogniu. Zaklęty pozostawał przy życiu zaledwie przez
nieco godzin, najwyżej nieco dni. Z kolei w 1925 roku etnolog Herbert
Basedow donosił, że gdy tylko odbiorca czarów odkryje, że został zmuszony na
śmierć, "przedstawia sobą widok godzien pożałowania. Stoi zesztywniały, ze
szklanym wzrokiem i okropnie wykrzywioną twarzą. Usiłuje krzyczeć, ale z
jego ust wydobywa się tylko piana".
Kächele mówi, że nawet ratunek lekarska nie jest w stanie poradzić sobie z
zaklęciem. Ponoć że podmiot przeklęta uważa "magię białego człowieka" za
jeszcze potężniejszą. – Ludzie nie jedzą i nie piją, ale nie umierają ot,
tak po prostu z pragnienia, wszystko odbywa się o wiele szybciej – twierdzi.
Jednak Schmid podkreśla, że do takiej śmierci potrzebne są dwa warunki:
"Poświęcenie musi wiedzieć, że została przeklęta, i być głęboko przekonana o
skuteczności zaklęcia".
Nawet Związek wyznaniowy rzymskokatolicki zdaje sobie sprawę z wpływu psychiki na umieranie.
Ponieważ niektórym wiernym ostatnie pomazanie przyniosło śmierć,
obradujący na początku lat 60. Sobór Watykański II postanowił, że uświęcony
rytuał będzie nosił nazwę "pomazanie chorych".
"Nadszedł epoka" – to nieuzasadnione przeświadczenie może wymagać pieniędzy życie nawet
ludzi, którzy nie znajdują się w kręgu wpływów aktów rytualnych. Zarówno
kobiety, jak i mężczyźni umierają po wypadkach samochodowych, wbrew że nie
odnieśli żadnych ran. Do legendy przeszedł raport mężczyzny zamkniętego w
samochodzie-chłodni. W liście pożegnalnym oczywiście opisał swoje zamarzanie,
potem zaś naprawdę zmarł. Okazało się, że całość chłodniczy nie był
włączony.
Również dni naładowane dużą dawką emocji dają niekiedy poczucie, że
"nadszedł epoka". Może to być rocznica śmierci ojca, domniemana ewentualnie
przepowiedziana przez wróżkę prekluzja naszej śmierci czy nawet Boże Narodzenie.
Miesiącem o największej liczbie zgonów jest styczeń. Być może dlatego, że po
świętach ludzie zapadają w wcięcie przygnębienia. – Istnieją badania, które
potwierdzają, że wśród ludzi w podeszłym wieku następuje lekki wzrost liczby
zgonów po dniu kolejnych urodzin – informuje Klaus-Dietrich Stumpfe,
w stanie spoczynku profesor psychiatrii społecznej, od wielu lat zajmujący się
zjawiskiem śmierci płynącej z duszy.
Niezwykłą serię zgonów Amerykanie odnotowują w Dzień Niepodległości. Trzech
z pierwszych pięciu prezydentów (John Adams, Thomas Jefferson i James
Monroe) zmarło 4 lipca. Dwóch z nich, John Adams i Thomas Jefferson,
podpisało Deklarację Niepodległości. Odeszli w 50. rocznicę tego wydarzenia,
4 lipca 1826 roku.
Prawdopodobnie to biochemiczny fajerwerk kieruje kresem ziemskiego żywota.
– Silne wewnętrzne obrazy kierują ludzi ku śmierci – uważa Gary Bruno
Schmid. – W niezwykle skuteczny sposób stymulują one procesy fizjologiczne
prowadzące do śmierci ciała. Już od dawna psychoneuroimmunolodzy wskazują,
że zmiany duchowe mogą podburzyć komórki systemu nerwowego i odpornościowego
do produkcji hormonów o silnym działaniu. Wydaje się, że to one prowadzą do
tak wielkiego rozregulowania organizmu, iż nadchodzi zgon. – Tęsknota i
przygnębienie nie biorą się przecież z powietrza – dodaje Wolfgang Eisenmenger.
– Są potem przetwarzane przez mózg na substancje biochemiczne.
Wówczas śmierć wywołują hormony do spółki ze zmianami w wegetatywnym
systemie nerwowym, zaopatrującym narządy w substancje odżywcze.
Moc jest w nas
Te wszystkie niezwykłe przypadki zgonów mają jedną wspólną cechę: chodzi w
nich o stratę. Najbliższych, związków emocjonalnych, poczucia
bezpieczeństwa, pracy lub innych wartości. – Śmierć psychogenna następuje
wtedy, gdy człowiek czuje się zapuszczony przez wszystkie opiekuńcze bóstwa
– twierdzi Kächele.
Jeńcy wojenni w obozach najczęściej wytrzymywali tak długo, póki ktoś z
zewnątrz nie przedstawił im ich sytuacji w gruntownie beznadziejnym świetle.
Na przypadek kiedy żona informowała o wniesieniu sprawy rozwodowej. Tych,
którzy stracili wolę życia, nawet razy strażników nie mogły wtedy zmusić do
powstania. Ludzie ci pogodzili się ze śmiercią. Amerykańscy lekarze obozowi
znaleźli na to trafne wyznaczenie: "give-up-its". Osoby te wczołgiwali się w
czarny kąt, odmawiały przyjmowania pożywienia i w ciągu kilku dni dotychczasowy
martwe.
– Człowiek tradycyjnie przekazał bogom i gwiazdom władzę nad życiem i
śmiercią – mówi Gary Bruno Schmid. – Najwidoczniej ta moc znajduje się także
w nas samych.
« 1/1 »
« powrot
Copyright 1996-2008 Sitwa Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

Wyprężony sposób na dziecięce przeziębienie
Huty zaniepokojone zmniejszeniem limitów emisji CO2
Czołgi lekarstwem na bubel mięsa i jaj
El. MŚ: włości wiadomość dla polskich kibiców piłkarskich
"Prezydent Chavez ułatwia przemyt narkotyków"