walizki niszczarki calivita Golarka HQ 738016 Znieczulenie Podtlenkiem Azotu - Gazem Rozweselają

Wiadomości - Młodzi Polacy następcami Beckhama?

2008-01-21  
Młodzi Polacy następcami Beckhama?
Lukas Podolski, Miroslav Klose
AFP
W londyńskich szkółkach piłkarskich piłkę kopie jeszcze więcej dzieci polskich
emigrantów. Gruntownie możliwe, że za parę lat ubiorą trykot reprezentacji
Anglii.
– Podaj mi piłkę, Michael – krzyczy kilkunastoletni blondyn, w stroju
londyńskiej drużyny Chelsea.– Teraz jestem na czystej pozycji, dośrodkowuj
Michael – wrzeszczy w stronę kolegi z zespołu. Michael tak naprawdę nazywa
się Michał Jagielski. Przyjechał na Wyspy ze swoimi rodzicami trzy lata
temu. Kocha piłkę nożną. Po angielsku mówi jeszcze średnio, ale na boisku
rozumie wszystko. – Z początku nie było łatwo, bo chłopaków z drużyny po
prostu silnie mi było zrozumieć – mówi 13-letni Michał. – W klubie trenuję z
rówieśnikami z różnych stron świata, w takim razie przyzwyczaiłem się do
najdziwniejszych akcentów angielskiego – dodaje. Marzeniem Michała, jak dla
każdego miłośnika futbolu w tym wieku, jest gra w reprezentacji kraju.
Chłopiec chciałby wystąpić w biało-czerwonym trykocie z orzełkiem na piersi.
Krzysztof Jagielski, tata Michała nie jest już tak pewny patriotyzmu syna
i jego polskich kolegów, którzy marzą o tym, by być zawodowymi piłkarzami
– Teraz jeszcze to my, rodzice, wpływamy na dziecko w największym stopniu.
Ale za rok, dwa chłopiec na posyłki zżyje się z angielskimi kolegami, z którymi kopie
piłkę, a pod warunkiem dojdą do tego pieniądze niestary człowiek zapomni o
patriotyzmie. Rodziciel nie może przecież nakazywać dziecku wybierać, dla której
drużyny ma mieć na afiszu – dodaje.
Polska piłka straciła w ostatnich latach wielu utalentowanych młodych
piłkarzy, których rodzice wyemigrowali do Niemiec, Francji, a nawet do
Stanów Zjednoczonych. Do Anglii w ostatnich latach mogło wyjechać nawet 1,5
mln ludzi. – Obawiam się, że za pięć lat to tutaj trzeba będzie szukać
piłkarzy do polskiej reprezentacji – dodaje tata Michała. Następcy Klose i
Podolskiego
Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w maju 2004 roku do Anglii, Szkocji i
Irlandii wyjechali ze swoimi rodzinami mali piłkarze zakochani w futbolu.
Kilkanaście lat temu w podobnych okolicznościach wyemigrowali Łukasz
Podolski i Miroslav Klose, którzy w dzisiejszych czasach stanowią o sile reprezentacji
Niemiec. Ten ostatni, jako marny goniec kopał piłkę na osiedlu w rodzinnym
Opolu. Teraz strzela bramki dla Bayernu Monachium i reprezentacji Niemiec.
Jeszcze trzy lata temu Łukasz Podolski spędzał sylwestra u kolegi we
Wrocławiu. Z przyczyny bramkom strzelonym na mundialu w Niemczech stał się
gwiazdą światowego formatu. Obaj mogli mieć w repertuarze dla Polski. Wybrali jednak
naszych zachodnich sąsiadów. – Szanse na to, że zagram w reprezentacji
Polski wynoszą 50 procent – zapewniał jeszcze w 2004 roku urodzony w
Gliwicach Łukasz Podolski. – Dzwonił do mnie trener reprezentacji Polski,
Paweł Janas, i zapraszał do gry dla Polski. Dostałem od niego nawet trzy
koszulki reprezentacji z numerem 10 i moim nazwiskiem. Chciałbym zagrać w
biało-czerwonych barwach. Zawsze kibicowałem reprezentacji Polski, na
przypadek gdy grała na mundialu czy w eliminacjach – dodał. Podolski gra
jednak dla Niemiec.
Rodzina najważniejsza
– W przypadku młodych piłkarzy nader w wielu przypadkach to właśnie rodzina ma
największy wpływ na wybór koloru reprezentacyjnego trykotu – mówi dr Jan
Supiński, psycholog sportowy z Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu.
– Wiele rodzin przeprowadziło się do Wielkiej Brytanii, gdyż nie mogło
znaleźć dla siebie miejsca w Polsce. Zdarza się, że żyjącym na emigracji
rodzicom, którzy w niejaki sposób czują się skrzywdzeni przez swoją ojczyznę,
wcale nie zależy na tym, by ich syn występował w biało-czerwonych barwach
– dodaje. Zdaniem Supińskiego, nadzwyczaj mocno jest wpoić patriotyzm
nastolatkowi, który na co dzień chodzi do londyńskiej szkoły i trenuje z
angielskimi kolegami. – Małe dziecko asymiluje się z otoczeniem dużo łatwiej
niż na przypadek 18-latek, który wówczas zaczął udzielać lekcji się obcego języka –
mówi Supiński.
Pogotowie dla działaczy
Sygnały dla Polskiego Związku Piłki Nożnej płyną z Wysp. Każdego dnia w
Wielkiej Brytanii rodzi się przeszło 30 polskich dzieci. W angielskich szkołach
podstawowych i liceach uczy się przeszło 170 tysięcy polskich nastolatków. –
Anglia to ojczyzna futbolu. Wiadomo, że lada moment ci chłopcy zaczną
szturmować tamtejsze szkółki i kluby – mówi dr Jan Supiński. Tak zaczynał
Łukasz Jutkiewicz, znany jako już "polskim Waynem Rooneyem". Problem w tym, że
ten 18-letni napastnik Evertonu może przenigdy nie zagrać dla reprezentacji
Polski. O Łukasza pytają już Brytyjczycy. – Dzwonili jego agenci i
powiedzieli, że służący chce jednak mieć na afiszu dla nas – zapewnia Maciej Chorążyk,
który w Polskim Związku Piłki Nożnej zajmuje się koordynowaniem działań
sekcji monitoringu oraz rozwoju młodych polskich piłkarzy grających za
granicą. – Ale my pamiętamy, kto numer wyciął nam Andy Johnson, który tylko
udawał, że chce dla nas grać, by zostać powołanym do angielskiej ręce do pracy.
Chcę pojechać do Anglii i porozmawiać z Łukaszem. Jeżeli naprawdę będzie
zainteresowany, pomożemy mu wyrobić paszport. Nie powinno być z tym kłopotu,
bo ma dziadka Polaka – dodaje. Problemem jest to, że PZPN nie interesuje
się chłopcami trenującymi na angielskich boiskach. – Od tego jestem ja,
konstytutywny koordynator i kilku znajomych, którzy pomagają mi w Niemczech, we
Włoszech, w Anglii, we Francji, w USA – mówi Chorążyk. Jak tłumaczy, wynika
to z braku pieniędzy. – Nie mamy budżetu, działamy społecznie. Ja dostaję
małą pensję i zwrot kosztów za telefon. A i to wywalczyliśmy trzy miesiące
temu. Moi skauci nie dostają zwrotu za bilety, przejazdy, telefony czy
religijny epoka. Tak więc mam do dyspozycji tylko ideowców – mówi.
Brytyjska sztolnia piłkarskich talentów
Londyńskie szkółki piłkarskie pękają w szwach. Niepowodzenia reprezentacji
Anglii w kwalifikacjach do najbliższych mistrzostw Europy nie zniechęciły
młodych chłopców do pójścia śladami Davida Beckhama. W założonej przez niego
w 2005 roku akademii trenuje przeszło 15 tysięcy dzieci. To największe tego
typu miejscowość w Europie. – Czy dla malucha zakochanego w futbolu może być
coś lepszego, niż gra w takiej w piłkarskiej szkółce – pyta Krzysztof
Jagielski, ojczulek Michała. London Futbol Academy przyjmuje nawet
czterolatków, których rodzice chcą by ich pociechy poznały piłkarskie
alfabet. – Zależy nam na zachęceniu każdego już od dzieciństwa nie tyle do
futbolu, co do zdrowego trybu życia – mówi Martin Egan, starszy trener w
London Futbol Academy. – Wielce ważne jest samo pozytywne postawa do
sportu – dodaje. O zapisanie chłopca lub dziewczynki może starać się każdy z osobna.
Wystarczy wypełnić specjalne prośba z danymi dziecka, zrobić na miejscu
odpowiednie badania i wpłacić wpisowe. Niektóre londyńskie szkółki
piłkarskie przyjmują za darmo. Tygodniowe opłaty za zajęcia wahają się od 10
do 30 funtów.
Polscy piłkarze w stolicy ojczyzny futbolu
Za polskimi hydraulikami i pielęgniarkami na Wyspy jeszcze częściej trafiają
nasi młodzi piłkarze. Najlepsi obserwowani są przez brytyjskich skautów.
Nieco miesięcy temu grupa młodych piłkarzy Odry Opole, pomimo
wyczerpującej podróży i braku snu, wygrała Międzynarodowy Zmagania Piłki
Nożnej dla Młodzieży w Darlington. W 2004 i 2005 roku młodzi piłkarze –
Maciej Korzym i Dawid Janczyk mieli okazję, by stwierdzić się na testach w
londyńskim klubie Chelsea. – Trenowałem z drugą drużyną, ale i tak było tam
raczej zawodników z pierwszego składu. Pamiętam pomiędzy innymi Glena Johnsona.
Nie miałem okazji rozpoznać ówczesnego szkoleniowca Chelsea – Claudio
Ranieriego, za to spotkałem się z jego asystentem. Ostatecznie tam nie
zostałem, bo nie wypalił pomysł stworzenia międzynarodowej akademii dla
młodych graczy z całego świata – mówił Korzym. Rok później na podobnych
zasadach w akademii piłkarskiej Chelsea w Cobham przebywał Dawid Janczyk,
ale on też nie został w Londynie. W londyńskim klubie Arsenal sprawdzili
się za to dwaj polscy bramkarze – Łukasz Fabiański i Wojciech Szczęsny. Ten
pierwszy zagrał już w dorosłej reprezentacji naszego kraju, przeto nie
wystąpi już w żadnej innej. W przypadku występującego w juniorach Arsenalu
Szczęsnego, syna reprezentacyjnego golkiper Macieja, może być podobnie, jak
w przypadku Euzebiusza Smolarka, który mógł mieć na afiszu w holenderskiej
młodzieżówce. Wybrał Polskę z chęci udowodnienia, że może być dla
reprezentacji tak samo ważnym ogniwem, jak pewnego dnia jego ojciec, Włodzimierz.
– W przypadku młodych piłkarzy nieraz wiele zależy od ich osobowości i
ambicji – przyznaje dr Jan Supiński. – Dla jednych liczą się po prostu
jedne, a dla innnych inne wartości – dodaje. Polskiemu Związkowi Piłki
Nożnej nie udało się wcisnąć do biało-czerwonych barw Bena Sahara,
grającego na wypożyczeniu z londyńskiej Chelsea do Queeens Park Rangers.
Piłkarz pochodzi z Izraela, ale ma polski paszport. Jego mama jest Polką.
Sahar wybrał jednak Izrael.
Brytyjczycy uspokajają
Angielskie kluby pełne są graczy z różnych stron świata. W szeregu przypadków wygrywają
oni rywalizację z rodowitymi Brytyjczykami, skazując ich na ławkę
rezerwowych. Szef brytyjskiego rządu, Gordon Brown i jego minister sportu
Gerry Sutcliffe chcą poszukać rozwiązań, które zatrzymałyby nawał
obcokrajowców do angielskiej Premiership. Proponują reglamentacja napływu do
angielskich szkółek piłkarskich 14- czy 16-latków z zagranicy, którzy
blokują teren zabudowany rodzimym talentom. Przywódcą reformatorów angielskiego rynku
piłkarskiego jest grupa Manchesteru United. Menedżer "Czerwonych Diabłów",
Alex Ferguson, oficjalnie popiera propozycje szefa FIFA, a w jego drużynie
panuje zdrowa stabilność pomiędzy cudzoziemcami a tubylcami.
Tych piłkarzy straciliśmy ostatnio:
Danny Szetela (Racing Santander), wybrał reprezentację USA
Robert Acquafresca (Cagliari), wybrał reprezentację Włoch
Ben Sahar (Chelsea Londyn – na wypożyczeniu w QPR), wybrał reprezentację
Izraela
Piotr Trochowski (HVS Hamburg), wybrał reprezentację Niemiec
Łukasz Podolski ( Bayern Monachium), wybrał reprezentację Niemiec
W juniorskich drużynach wielu zagranicznych klubów można spotykać swojsko
brzmiące nazwiska. Dennis Krol (15 lat) gra w młodzikach FC Barcelona. Jego
oryginał jest Polką. Podobno jest niezmiernie wszechstronnym piłkarzem.
W hiszpańskim Deportivo La Coruna gra Filipe Luis Kasmirski, Brazylijczyk
polskiego pochodzenia.
Nieprzeciętnymi umiejętnościami wyróżniają się James Wesolowski (Leicester,
Anglia) i Phillip Baginski (Admira Wacker, Austria).
« powrot
Copyright 1996-2008 Siatka Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

DJ U.S. Stock Futures Set Recovery Course, Buoyed By IBM
"Kibice notorycznie mi grożą"
Rosja planuje budowę nowego gazociągu do Unii
Halny powstrzymał parę prezydencką
Rząd szykuje radykalne cięcie wydatków