Białowieża minecraft nowe mody 1.1 Garaż agencja promocyjna seksuolog

Wiadomości - Niepokorni wierni? - Punkt sprzedaży

2008-01-21  
Stragan
Religia
Niepokorni wierni?
Kościołowi katolickiemu na Wyspach grozi rozłam
Wszystko przez to, że polscy wierni nie chcą się jednoczyć z angielskimi
instytucjami kościelnymi. Ostatnie wystąpienie kardynała Cormaca Murphy’ego
O’Connora, w którym zachęcał on Polaków do większej łączności z brytyjskim
Kościołem, wywołało sporo kontrowersji.
– Polacy powinni wiernie włączać się w życie Kościoła katolickiego Anglii i
Walii – z takim apelem zwrócił się do Polaków abp Westminsteru i konstytutywny
zwierzchnik Kościoła na Wyspach – Cormac Murphy O’Connor.
Obecne sytuacja, w której polscy emigranci angażują się po największej części w życie
polskich parafii może, zdaniem arcybiskupa, wziąć udział Związek wyznaniowy rzymskokatolicki
wzdłuż linii narodowych, etnicznych i językowych, doprowadzając tym samym do
całkowitego rozłamu.
Abp Westminsteru i konstytutywny zwierzchnik Kościoła na Wyspach – Cormac Murphy
O’Connor, fot. AFP
– Niepokoi mnie to, iż Polacy tworzą w Wielkiej Brytanii odrębny Związek wyznaniowy.
Chciałbym, by byli częścią życia miejscowego Kościoła katolickiego –
powiedział purpurat Murphy-O'Connor.
Niepokojące statystyki
Popłoch i niezadowolenie kardynała wiążą się najprawdopodobniej z
opublikowanymi ostatnio wynikami badań. Jak głoszą statystyki Christian
Research, natłok emigrantów z katolickich krajów Europy Środkowo-Wschodniej
sprawił, że po raz pierwszy na Wyspach numer uczestników nabożeństw
niedzielnych w kościołach katolickich przewyższyła tą w tradycyjnych
kościołach anglikańskich.
I tak, w 2006 roku regularnie w niedzielnej mszy świętej uczestniczyło
średnio 861,800 katolików, o prawie 10 tys. więcej niż wiernych
zgromadzonych na mszach w narodowych kościołach anglikańskich. Peter Brierly
z Christian Research za przyczynę tak olbrzymiego wzrostu praktykujących
wiernych podaje polskich emigrantów. Jak się jednak okazuje nie powinno się
"sławić dnia przez zachodem słońca".
Ponieważ Polacy i pozostali emigranci modlą się w swoim języku i
uczestniczą w mszach świętych sprawowanych przez polskich duchownych, ich
natłok nie przełożył się na liczebny wzrost miejscowych parafii, nad czym
ubolewają brytyjscy duchowni.
– Mam nadzieję, że duchowni odpowiedzialni za polski Związek wyznaniowy w Wielkiej
Brytanii, jak też i sami Polacy uświadomią sobie, że powinni włączyć się w
życie lokalnych parafii tak szybko, jak się da, gdy tylko ich angielszczyzna im
to umożliwi – powiedział zwierzchnik Kościoła katolickiego w Anglii i Walii.
Polscy księża na Wyspach mają na ten temat różne zdania.
Polski przekroczenie
Życie katolickie Polaków w wielkiej Brytanii kwitnie już od kilku lat i nic
nie wskazuje na to, by potrzebne ówczesny jakieś zmiany. Do Polskiej Misji
Katolickiej w Anglii i Walii powinno się 30 kościołów, 12 kaplic i 55 ośrodków
parafialnych. W sumie w 204 polskich ośrodkach w Anglii i Walii pracuje 99
polskich kapłanów.
Grażyna Sikorska z Polskiej Misji Katolickiej powiedziała Katolickiej
Agencji Informacyjnej:
– Purpurat nie może od nas oczekiwać, że (jako Polacy) przestaniemy się
modlić po polsku, to przecież nie jest grzechem.
Rektor Polskiej Misji Katolickiej, ksiądz prałat Tadeusz Kukla, wskazał
przeciwnie zaś na fakt, że polski Związek wyznaniowy jest ogromnie ważnym wyznacznikiem
polskiej tożsamości narodowej.
– O ile Polacy stracą narodową tożsamość, to utracą wszystko – powiedział.
Wzorowy katolik
Poniekąd inną opinię ma na ten temat ksiądz Andrzej Foryś. Polski kapłan w
swojej parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Harlow odprawia msze w języku
polskim tylko dwa razy w miesiącu, pozostałe nabożeństwa sprawuje w języku
angielskim.
– Zawsze zachęcam Polaków, których znam, by przychodzili na angielskie msze.
Widzę, jak angielscy wierni się wtedy cieszą z obecności Polaków – mówi
ksiądz Andrzej. – W wypowiedzi kardynała nie chodziło o to, by polscy wierni
zapomnieli o swojej tożsamości narodowej czy języku, ale o to, by pomogli w
ewangelizacji Anglików – dodaje.
Zdaniem księdza Andrzeja, O’Connora dostrzegł siłę polskich katolików i
wyraził nadzieję, że pomogą oni w odrodzeniu angielskiego Kościoła.
– Nie powinno się bać się utraty polskich korzeni, tylko zastanowić się, jak
zgrupować te dwie sprawy – polską tożsamość i misję ewangelizacji
Brytyjczyków. O ile będziemy zamknięci w swoim kręgu, to w życiu nie uda się
nam tego zrobić – dowodzi polski eklezjasta.
Zdrowaśka po angielsku
Co jednak zrobić, gdy odmawianie "Zdrowaś Maryjo" w języku angielskim jest
dla niektórych zbyt trudnym wyzwaniem językowym?
– Nie zapominajmy, że jeszcze do niedawna nabożeństwa sprawowane dawny po
łacinie i nikomu nie przeszkadzało to modlić się. "Zdrowaś Maryjo" można
zawsze zaprzeczyć po polsku, nawet w czasie angielskiej mszy. Zresztą
przynależność do wspólnoty katolickiej nie polega jeno na modlitwie, ale
również na zaangażowaniu na płaszczyźnie socjalnej. W mojej diecezji w
Brentwood spotkałem się z wieloma ludźmi i stowarzyszeniami katolickimi
oferującymi wybawienie Polakom, którzy pomimo szczerych chęci pozostają bierni, bo
Polacy się nie zgłaszają – mówi ksiądz Andrzej.
Wszystko sprowadza się zatem do luk w komunikacji i uprzedzeń. Te jednak
zdaniem polskiego kapłana nadzwyczaj łatwo wyrównać.
– Pomiędzy Polakami a Anglikami powstało trochę mitów, które uniemożliwiają
współpracę. Na szczęście wydaje mi się, że sukcesywnie zanikają te mity i
stajemy się jeszcze w wyższym stopniu na siebie otwarci. Jeden z moich znajomych
proboszczów jeszcze półtora roku temu kategorycznie sprzeciwiał się
wprowadzeniu w swojej parafii mszy w języku polskim, bo, jak twierdził,
doprowadziłoby to do podziałów. Gdy ostatnio z nim rozmawiałem, zmienił
zdanie. Mówił, że przychodzi wielu Polaków, prosząc o spowiedź i różne
posługi duszpasterskie. Znajomy proboszcz staje się jeszcze w wyższym stopniu
przychylny i całkowicie możliwe, że niedługo zezwoli na otwarcie polskiego
duszpasterstwa w swojej parafii – opowiada ksiądz Andrzej.
Czy będzie tego pewnego dnia żałował, gdy Polacy opanują jego angielszczyzna kościół?
Na ten temat można jeno spekulować, ale dla kapłana nie ma przecież jak mówią
piękniejszego widoku niż wypełniona rzeszą dusz świątynia. Wiedzą o tym
świetnie polscy księża na Ealingu.
Zastępy wiernych
Tamtejsza parafia Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła powinno się do
największych skupisk polskich katolików na Wyspach. Jak szacuje ksiądz
proboszcz, Krzysztof Wojcieszak, co niedzielę ok. 4,500 rodaków bierze
współpraca w mszach świętych. Około 15 proc. polskich emigrantów regularnie
uczestniczy w sprawowanych dla nich nabożeństwach kościelnych na Wyspach
Brytyjskich.
– Jak przedtem słyszałem jeno pozytywne zdania angielskich duchownych o
polskich katolikach, więc nie wiem, jaka była intencja kardynała. Znajomi
księża opowiadali mi na przykład, jak Polki zmuszają swoich angielskich
narzeczonych do przyjęcia sakramentów. Rozbawieni angielscy księża
opowiadają mi, jak co trochę trafia do nich Anglik, mówiąc wprost "Polska
narzeczona powiedziała mi – czy też się ochrzcisz, czy też ślubu nie będzie" –
opowiada proboszcz.
Wygląda więc na to, że chcąc, nie chcąc dochodzi jednak do stopniowej
integracji Kościołów.
– Do rozłamu nie może dojść, bo naszym zwierzchnikiem jest właśnie angielszczyzna
Związek wyznaniowy rzymskokatolicki. Zresztą Purpurat nie był w życiu naszym przeciwnikiem, lecz
gorącym zwolennikiem – mówi ksiądz Dariusz Kwiatkowski z polskiej parafii na
Ealingu. – Polscy duchowni na porządku dziennym integrują się z brytyjskimi
kapłanami. Razem uczestniczymy w szkoleniach i spotykamy się na spotkaniach
modlitewnych oraz nabożeństwach – dodaje.
Rywalizacja
A może angielscy księża po prostu zazdroszczą polskim kapłanom wiernych?
Tata C. Brook z Kościoła św. Józefa, który znajduje się w sąsiedztwie
polskiej parafii na Ealingu, mówi, że wcale nie martwi go fakt, że
większość Polaków z jego okręgu "ucieka" na msze do polskiego kościoła.
– Do nas też przychodzi kilku Polaków, mówią, że chcą uczestniczyć w
angielskich nabożeństwach, by szlifować zbiór znaków.
Większość emigrantów z Polski wybiera jednak sąsiedni, polski związek wyznaniowy
Najświętszej Maryi Panny. Czy nie żal zatem, że wierni, kierując się
narodowymi pobudkami, wybierają "konkurencję"?
– Liczy się to, by uczestniczyć we mszy, nieważne jakiej czy polskiej, czy
angielskiej. Jestem przekonany, że Związek wyznaniowy rzymskokatolicki na Wyspach cieszy się z
obecności polskich wiernych, a bliższa współpraca przyjdzie z czasem – mówi
ksiądz Brook i dodaje: – Ja sam mam polską parafiankę, która ma obecnie 94
lata. Gdy po raz pierwszy przyjechała do Anglii, chodziła na polskie msze.
Teraz jest członkinią naszego angielskiego zgromadzenia. Nowi przybysze z
Polski też pewnie z czasem w wyższym stopniu zintegrują się z angielskimi
instytucjami kościelnymi.
W Birmingham
Rozwiązaniem groźby rozłamu wydają się być kościoły, w których na przemian
odbywają się msze polskie i angielskie. W Kościele św. Michała w Birmingham
w każdą niedzielę o 9. rano ławki wypełniają zwolennicy angielskich
nabożeństw, ale już o godz. 11.,12. i 15. parafię wypełnia polski trel i
polskie modlitwy. Proboszcz parafii – Gerry O’Brian mówi, że jest
przyzwyczajony do tego, że w jego parafii dominują obcokrajowcy:
– Drzewiej związek wyznaniowy wypełniały rzesze Irlandczyków, potem przychodzili
katolicy z Indii, teraz panują Polacy– mówi ksiądz O’Brian.
W Świętym Michale polskie nabożeństwa odprawia trzech duszpasterzy z Polski,
a polscy wierni dają wspaniałe świadectwo angielskim katolikom.
– Ludzie nie mogą się nadziwić widząc klęczących na ulicach Polaków, którzy
nie mieszczą się w kościele. Rozumiem to, że Polacy chcą modlić się we
własnym języku i sprawować obrzędy według tradycji, do jakich są
przyzwyczajeni. W angielskim Kościele katolickim nie mamy wielu zwyczajów,
które wy celebrujecie, takich jak rozdawanie opłatków na święta czy
poświęconej kredy na Trzech Króli. Przywróciliśmy nawet posługę ministrantów
w kościele, bo polscy chłopcy dopominali się o opcja pomocy przy mszach
świętych – opowiada ksiądz Gerry O’Brian.
Jak twierdzi proboszcz, św. Michałowi "opanowanemu" przez Polaków rozłam
podobno jednak nie grozi.
– Z czasem dojdzie do większej integracji. Wypada po prostu rzetelnie
oczekiwać – mówi ksiądz Gerry. – Dzieci polskich emigrantów chodzą do
angielskich szkół. Gdy dorosną, nie będą miały bariery językowej i będzie im
obojętne, w jakiej mszy będą uczestniczyć – dodaje.
Dla rodziców zbiór znaków nadal jest jednak przeszkodą i angielszczyzna ksiądz z
Birmingham wydaje się to świetnie rozumieć. Jako przypadek przytacza swoją
rozmowę z parą Polaków, którzy przyszli na angielską mszę, ale nic nie
zrozumieli.
Integracja jest trudnym zadaniem. Emigranci z Irlandii, którzy przybyli do
Wielkiej Brytanii w latach 60. długo nie mogli przyzwyczaić się do
angielskiego sposobu sprawowania obrzędów kościelnych, nie zważając na że nie mieli
przecież olbrzymiej bariery językowej. Dla Polaków udział w
angielskiej mszy świętej jest wyzwaniem – bo nie dość, że samo nabożeństwo
różni się trochę od polskich zwyczajów, to dochodzi jeszcze zbiór znaków odległy. Do
integracji polskich katolików z brytyjskimi wierzącymi dojdzie na pewno, ale
nie wypada robić nic na siłę.
Z ostatniej chwili
Tadeusz Kukla powiedział Gońcowi Polskiemu, że "purpurat przeprosił go za
tą wypowiedź i przyznał, że w zasadzie trochę niefortunnie się wyraził, bo
nie chodziło mu o to, żeby Polacy przestali się modlić po polsku".
« 1/1 »
« powrot
Copyright 1996-2008 Klika Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

Latawiec pociągnie statek przez Ocean Atlantycki
Olejniczak: prezydent i rząd są bez pomysłu
Trzy ofiary pożarów w kraju
LM siatkarek - zapowiedź
LM siatkarzy - zapowiedź